Wojciech Ćwiertniewicz
Na obrazie

Jest w tym być może pewna przewrotność — tytułować wystawę rysunków tak, jakby była pokazem obrazów. Ale też za nic innego, jak właśnie przewrotność, mogę uznać fakt, że jedne z najlepszych polskich prac rysunkowych lat 80. są dotąd publiczności zupełnie nieznane. Wojciech Ćwiertniewicz (ur. 1955) jest malarzem wiernym swojemu medium, ale zarazem świetnym rysownikiem. Rysunki tworzył w okresie studiów i na początku swojej kariery, jednak nigdy nie pokazywał rysunków na wystawach. Wśród jego prac piórkiem i kredką z początku lat 80. znajdziemy liczne autoportrety, rysunki wnętrz i męskie akty. Są oszczędne, precyzyjne, linearne. Prostymi środkami Ćwiertniewicz potrafi doskonale oddać nastrój przedstawienia. Delikatna, urywana linia świetnie tworzy pomarszczoną powierzchnię wody, w której kąpią się chłopcy, mocno zagęszczona – oddaje splecione ze sobą ich ciała. W scenach, których bohaterami jest zawsze dwóch mężczyzn, rozpoznamy m.in. Carlosa, młodego kochanka z Madery. Historia romansu malarza i DJ-a z portugalskiej wyspy, zapisana na licznych płótnach, dwa lata temu otwierała działalność galerii Lisowski. 

Największą „kolekcję” rysunków Ćwiertniewicza stanowi tom poezji Konstandinosa Kawafisa. Nie ilustrował on jednak „Wierszy zebranych” na zlecenie Państwowego Instytutu Wydawniczego, lecz zarysował gotowe już wydanie z 1981 roku, w opracowaniu Zygmunta Kubiaka. Na młodym malarzu, podobnie jak na wielu innych z jego pokolenia, lektura greckiego poety wywarła duże wrażenie. Homoerotyczne wiersze Kawafisa, spisane głównie pod koniec życia poety, emanują niezwykle osobistym tonem, pełnym ironii i melancholii. Choć są zapisem miłosnych nocy w Aleksandrii sprzed kilkudziesięciu lat, ich „akcja” mogłaby równie dobrze rozgrywać się w latach 80. na krakowskich ulicach i w kawiarniach. Tom zawiera trzydzieści pięć rysunków. Na stronie tytułowej Ćwiertniewicz narysował portret poety. Wybrane wiersze opatrzył swoimi szkicami, lecz nie ilustrował ich dosłownie. Choć czasem rozpoznamy w nich opisane sceny, można odnieść wrażenie, że częściej to nie Kawafis, a sam Ćwiertniewicz jest ich bohaterem. O tym, jak znaczące dla artysty były te utwory, świadczy choćby fakt, że dla wielu swoich — także późniejszych — obrazów tytuły zapożyczał właśnie z tego tomu.

Kawafis był dla Ćwiertniewicza ważny z jeszcze jednego powodu. Podobnie jak krakowskiego artystę, kilkanaście lat wcześniej utwory Greka uwiodły Davida Hockneya. A prace brytyjskiego malarza już od czasów studiów fascynowały Wojciecha Ćwiertniewicza. Z 1966 roku pochodzi seria czternastu grafik Hockneya do wierszy Kawafisa, wśród nich portrety poety oraz ilustracje m.in. do „Ich początku” i „W starej książce” — tych samych, które na warsztat wziął także Ćwiertniewicz. Choć na większości przedstawień u obu artystów dominują młodzieńcy, każdy interpretuje te utwory na swój sposób. Pomyślane jako wizualne odzwierciedlenie nastroju i tematyki całej homoerotycznej poezji Kawafisa, rysunki Ćwiertniewicza oraz akwaforty Hockneya ukazują różne wariacje motywu dwóch mężczyzn uwikłanych w niekończące się, anonimowe randkowanie. Co ciekawe, wspomniane prace Hockneya porównywano już kilkukrotnie z rysunkami Krzysztofa Junga, który najpewniej także się nimi inspirował. Widoczne są zwłaszcza podobieństwa „pościelowych” rysunków Junga do ilustracji Hockneya „Dwóch młodzieńców w wieku 23–24 lat”. Ćwiertniewicza do teraz w tej narracji nie było, ale to przeoczenie polskiej historii sztuki tłumaczyć można jedynie faktem, że to sam autor skrywał dotąd swoje rysunki przed publicznością.

„Na obrazie, przede mną widzę pięknego chłopca…” — rozpoczyna się „Na obrazie”, wiersz Kawafisa, od którego, jak kiedyś Ćwiertniewicz dla swoich prac, teraz ja pożyczam tytuł dla wystawy. Na jednym, malowanym specjalnie na tę ekspozycję obrazie, obok chłopca widzę rysunek. Na nim — Wojciech i Carlos. W ręku chłopca znany nam już dobrze tom poezji. Wcześniejsze akty Ćwiertniewicza nie miały takich „znaków szczególnych”. Postaci na neutralnych tłach, zwykle wyizolowane z otoczenia, pozbawione były atrybutów. Teraz Ćwiertniewicz gra z nami w grę. Nie tylko cytuje swoje wcześniejsze rysunkowe prace, wchodząc ponownie m.in. w dialog z greckim poetą, ale włącza je w obraz tak, jakby wciągał do niego także wystawę. Stwarzając w obrazie iluzję galerii, poszerza ją o dodatkową symboliczną przestrzeń. Jeśli widz do niej wejdzie, na obrazie znajdzie coś jeszcze.